Dokoła ciągle szaro, ale za moment się zazieleni, wróciłem z lasu, „co ja tu robię, przecież od lat miałem statkiem pirackim odpłynąć”, za leśnym cmentarzem rzeczy ciągle na swoim miejscu, od z górą trzydziestu lat, dla mnie przynajmniej, zawsze jakiś punkt zaczepienia, wierny konfesjonał, choć rozgrzeszenia nie daje, pewnie dlatego, że nie byłem w tym kościele, co trzeba, albo może za mało we mnie żalu, albo żal nie taki, a postanowienie poprawy krzywe jakieś i nie do końca wyraźnie powiedziane, ale przecież „mówię jeszcze, mówię ciągle, tak mało powiedziałem, krótkie dni, tak mało powiedziałem, nie zdążyłem, porwał mnie w otchłań ze sobą biały wieloryb świata, i teraz nie wiem, co było prawdziwe, pamiętam, że coś powinno się łączyć z czymś, wyrażać coś, lecz nie wiem, w jakim celu, korzystam z najstarszego prawa wyobraźni i po raz pierwszy w życiu przywołuję zmarłych, wypatruję ich twarzy, nadsłuchuję kroków, chociaż wiem, że kto umarł, ten umarł dokładnie.”
To skąd te duchy? Skąd zjawy? „Zaprawdę godnym i sprawiedliwym, słusznym i zbawiennym jest śmiać się głośno, płakać cicho, być uważnym, pełnym pasji, lecą liście, szumi w lesie, wiatr z obłoków warkocz plecie i tego trzymać się trzeba.”
Wsiąkłem z powrotem w miasto, a raczej w moją miejską niszę, dobrze ukryty, w metrze i pociągu chciwie obłapiam literki, znikam, wzbijam, ulatuję, w wytartych, wyświechtanych słowach szukam pocieszenia i dzielę się, jak opłatkiem, święta pomyliłem? Co za różnica… Przyzwyczaiłem się na nowo do łóżka, ścian, schodów i wody w kranie, do nowych sprzętów w domu. I nawet do powietrza, bo zgęstniało od myśli, a mimo to, ciągle nie opuszcza mnie wrażenie efemeryczności.
To się dzieje naprawdę? Każdego dnia? Na wszelki wypadek, co dzień po przebudzeniu, dotykam i sprawdzam. No jest. Widzę przecież. Zawieszona na kolorowych balonikach, pedałuje obok mnie. Gdzie jedziemy? Nie wiem… Tak naprawdę, nieważne dokąd.
Na niebiesko-białych obłokach wyobraźni, wyłapuję ciepłe słowa, zakreślane przez jadącą obok zjawiskową, zwiewną postać: „usta włóż mi do ucha i mów szczelnie łaskoczące rzeczy, mów do środka, do mnie…”
