Vôo do Beija Flor

bangkok (1)

„Chwila się napina,
– co będzie?
coś z boku
jest, a nawet było,
tylko takie nieokazałe
Wstrzymuje się dech
– co będzie?
czeka się, czeka,
chwile nie czekają,
kapią
potem się pchają,
zapominają.
Potem wynik jest,
ale komu pokazać?
temu sobie spod stosu siebie?” M. Białoszewski „Ciekawość i wyblakłość”

Ciekawość jeszcze jest, więc się wyjechało. Posiedziało się długo na miejscu, trochę zbyt długo, trochę w sam raz, nieco się poprzemieszczało wcześniej, ale więcej się siedziało. Pojedzie się teraz, już się jedzie, w zasadzie od zawsze się jedzie, ale teraz bardziej i zobaczy się, co nadejdzie. Jeśli coś ładnego, to się popisze, jeśli nie, to pewnie też się popisze, ale mniej. Żeby nie zapomnieć i żeby się podzielić. Tak czy inaczej, popisze się rzadko. Poszuka się miejsca do zatrzymania i popróbuje dokończyć książkę. Książka będzie o przemijaniu. Kiedy się poczuje, że jest ukończona, to się postawi kropkę i wyjdzie na słońce i na wiatr. Spojrzy się w niebo i wtedy może oczy otworzą się szerzej, otworzą inaczej, albo chociaż zwrócą się w inną stronę. Bo na razie, jak Niewidomy u Białoszewskiego „oczami na siebie, rękami po niebie”. To na jawie. A we śnie – niezmiennie, próbuję oderwać się od ziemi. Zbiegam ze stromego wzgórza z koniczynką zawieszoną na zbyt długim i zbyt prostym sznurku, skaczę, a potem fecho os olhos para ver aonde vou – zamykam oczy, aby zobaczyć, dokąd zmierzam. Do przeczytania. 

Together

pp

„I w ogóle muzyka to straszna rzecz. Co to jest? Nie rozumiem. Co to jest muzyka? Co ona robi? I po co robi to, co robi? Podobno muzyka działa uszlachetniająco na duszę. To bzdury! Nieprawda. Działa strasznie, strasznie działa. Mówię o sobie. Lecz wcale nie uszlachetniająco. Nie działa na duszę ani uszlachetniająco, ani poniżająco, lecz drażniąco. Jak to panu powiedzieć… Muzyka zmusza mnie do zapomnienia o sobie, o swoim istotnym położeniu. Przenosi mnie w jakiś inne, nie moje położenie. Pod wpływem muzyki wydaje mi się, że czuję to, czego właściwie nie czuję, że rozumiem to, czego nie rozumiem, że mogę to, czego nie mogę. (…) Muzyka, od razu bezpośrednio przenosi mnie w stan ducha w jakim znajdował się ten, kto ją komponował. Zespalam się z nim duchowo i razem z nim przenoszę się z jednego stanu w inny.” Lew Tołstoj „Sonata Kreutzerowska”

 

La Guajira

la guajira (6)

„- Czy mama jest szczęśliwa? – Co takiego? – Pytam, czy mama jest szczęśliwa? Co w tym dziwnego? – To bardzo niedyskretne pytanie. – To wstyd być szczęśliwym? – Nie, chyba nie… – No, to znaczy, że mama nie jest szczęśliwa. Bo mama się wstydzi. Każdy się wstydzi być nieszczęśliwym. To tak jak nieodrobić zadania, albo mieć pryszcza. Wszyscy, którzy nie są szczęśliwi, czują się winni, jak przestępcy. Być szczęśliwym to prawo i obowiązek ludzi wyzwolonych w naszej epoce.” S. Mrożek „Tango”

 

cafe y arepa

Deklaracja nieśmiertelności

Mompox (2)

„Bo im więcej pragniesz, tym więcej tworzysz sobie ograniczeń. Pragniesz czegoś do tego stopnia, że nie myślisz o niczym innym, nie robisz niczego innego, stajesz się niewolnikiem swojego pragnienia. Kiedy będziesz bardziej dojrzały, doroślejszy, zaczniesz zdawać sobie z tego sprawę… Śmieje się.
…i zaczniesz śmiać się ze swoich obecnych pragnień, jak i z tych wcześniejszych, zobaczysz, że one do niczego nie służą, że są równie ulotne, jak samo życie. Wtedy nauczysz się z nich rezygnować, pozbywać się ich. Nawet z ostatniego pragnienia, które jest udziałem wszystkich ludzi – z marzenia o długowieczności.” Terzani Tiziano

 

Sen Powrotu

„Nie oskarżam się w sposób prostacki, bijąc się w piersi. (…) Mnożę odcienie i dygresje, przystosowuję swą mowę do słuchacza, naprowadzam go, żeby mnie prześcignął. Mieszam to, co mnie dotyczy i to, co odnosi się do innych. Biorę wspólne rysy, doświadczenia, których doznaliśmy razem, słabości, które podzielamy, konwenans człowieka dzisiejszego wreszcie, grasującego we mnie i w innych. Z tego klecę portret wszystkich i nikogo. Słowem, klecę maskę, dość podobną do masek karnawałowych, wiernych i uproszczonych zarazem, na widok których powiada się: proszę, tego już spotkałem. Kiedy portret jest skończony, jak w dzisiejszy wieczór, pokazuję go ze strapieniem: niestety, taki jestem.” A. Camus Upadek

cropped-Sen-powrotu.jpg

Chciałbym poinformować wszystkich zainteresowanych, że można już kupić moją nową książkę pt. „Sen powrotu”. Książka powstała na kanwie mojego poprzedniego wyjazdu, ale miałbym trudności z napisaniem, o czym właściwie ona jest, co przedstawia, czego dotyczy. To znaczy, oczywiście wiem, o czym jest dla mnie. Miałem przecież pewne intencje, obrazy i najróżniejsze myśli w głowie, które z mniej bądź bardziej racjonalnych względów domagały się przelania na papier. Najprościej byłoby napisać, że Sen Powrotu to bajka o podróży. I o szukaniu baśni. 

Chciałbym nadmienić, że tym razem prawie zupełnie zrezygnowałem z dodawania tak zwanych „informacji kontekstowych”, opisujących zwyczaje, kulturę, czy jakiekolwiek cechy charakterystyczne odwiedzanych przeze mnie krajów, regionów, czy miast. W przypadku pisania „Powidoków” wydawało mi się, że te „dodatkowe” informacje wzbogacą lekturę, tym bardziej, że brak tego typu treści był częstym zarzutem osób czytających „Makaron w sakwach”, w której to książce w zasadzie przedstawiłem jedynie trud samej drogi, bycie w drodze, albo inaczej – moją intencją i zamierzeniem było coś podobnego przedstawić.

Przy pisaniu „Powidoków” często korzystałem z twórczości innych autorów. Cytowałem, bądź parafrazowałem treści, które w bardziej „naukowy” sposób przedstawiały pewne zdarzenia, bądź opisywane przeze mnie sytuacje. Starałem się wymienić wszystkie źródła w bibliografii, niemniej jednak, pewna rzecz mi umknęła. Przeglądając jakiś czas temu Powidoki”, natknąłem się na zdanie: „Sparaliżowana, zbyt nasycona odmiennymi i konkurencyjnymi przekazami tożsamość nie miała ani chwili wytchnienia, a przy tym nie mogła odwołać się do pewności doświadczenia”. W mojej książce, zdanie to nie jest napisane w cudzysłowie, a powinno być, gdyż w zasadzie jest prawie identyczne z fragmentem tekstu Wojciecha Burszty pt „Tożsamość narracyjna w dobie ekranu”. Co więcej, pozycja ta nie została przeze mnie wymieniona w bibliografii. Rzecz przeoczyłem i jest mi z tym bardzo głupio, gdyż absolutnie nie chciałem się podpierać cytatem w sposób „nieujawniony”, autora cenię i publicznie tutaj przepraszam, jak również wszystkie inne osoby, które tym fragmentem mogłem wprowadzić w błąd.

W przypadku Snu powrotu” starałem się podobnego lapsusu nie popełnić, choć oczywiście również korzystałem z dorobku innych autorów. Na pewno da się łatwo wyłapać nawiązania do książek tych z pisarzy, których sam lubię i których twórczość jest mi bliska, wymieniając choćby Myśliwskiego, Mrożka, Bieńczyka, czy Maraiego.

Książkę zacząłem pisać będąc w drodze i zakończyłem ją, również przebywając poza domem. Dziękuję Andrzejowi za udostępnienie mi spokojnego miejsca w Poznaniu, księdzu Józkowi„ za możliwość przebywania na Bocas del Toro, Michałowi i jego żonie Zaidzie za gościnę w Panamie, Ani za ogromną dla mnie cierpliwość i ciepło, Sylwii za porady, cenne uwagi i nazywanie tego, na co sam nie mogłem znaleźć słowa, Agnieszce za korektę i wreszcie mojej mamie – za wszystko.

I Tobie też, najmocniej i najbardziej, bo przecież bez Ciebie, ani sama podróż, ani tym bardziej ta książka, która się z owej podróży zrodziła, nigdy by się nie wyśniła.

Wszystkim chętnym do zapoznania się ze „Snem powrotu” życzę zaczytania.

sen powrotu

Senna kołysanka

„Żyłem więc z dnia na dzień, nie znając innej ciągłości, jak moje ja, ja, ja. Z dnia na dzień kobiety, z dnia na dzień cnota lub występek, z dnia na dzień jak psy, ale ja sam co dzień wytrwale na posterunku. W ten sposób posuwałem się po powierzchni życia, w słowach niejako, nigdy naprawdę. Wszystkie te książki nie całkiem przeczytane, ci przyjaciele nie całkiem kochani, te miasta nie całkiem zwiedzane, te kobiety nie całkiem posiadane. Wykonywałem gesty z nudy lub z roztargnienia. Istoty szły, chciały się uczepić, ale nie było nic i to było nieszczęście. Dla nich. Jeśli idzie bowiem o mnie, zapominałem. Pamiętam zawsze tylko o sobie samym. Powoli jednak pamięć mi wracała, lub raczej ja wracałem do niej i znalazłem wspomnienie, które na mnie czekało” A. Camus „Upadek”

Z dwójki małych kotków, które ktoś podrzucił pod furtkę na kolumbijskiej działce, pozostał tylko jeden. La gata. Piętnaście miesięcy temu była za mała, aby dało się z pewnością określić płeć, ale tak jej z oczu patrzyło, że byłem pewien, że to kotka. Wyrosła, trochę zdziczała, ale gdy podjechałem pod dom i zawołałem kici kici, wybiegła spod podwozia zdezelowanego samochodu i zamiauczała dokładnie w taki sam sposób, kiedy po raz pierwszy usłyszałem ją owego wrześniowego poranka, dwa tysiące czternastego roku.

zz (2)

„Bladym świtem obudziło mnie rozdzierające ciszę kocie zawodzenie. Wyszedłem zdziwiony przed dom. Na prowadzącej do drzwi ścieżce poruszały się dwa maleńkie stworzenia. Jedno czarne, drugie białe. Podszedłem bliżej i wziąłem je na ręce. Momentalnie ucichły, jakbym nacisnął na ich brzuszkach niewidzialny dla mnie pstryczek, potem wtuliły się we mnie ufnie, głośno pomrukując. Zaniosłem je do kuchni, sięgnąłem do szafki i otworzyłem puszkę z tuńczykiem. Kotki błyskawicznie do niej podbiegły i w minutę wyjadły całą jej zawartość. Gdy ukazało się puste dno, zabrudzone łebki uniosły się w górę i ponownie zaczęły przeraźliwie miauczeć. Krzątałem się po kuchni, nie do końca rozbudzony, z rosnącym zadziwieniem, skąd komuś przyszło do głowy zostawić pod bramą dwa koty. Może ktoś widział, jak dokarmiam tamte?

gatos w reten (1)

Ugotowałem jajka, podgrzałem kukurydziane placki, zagotowałem wodę na kawę i starając się ignorować przeszywające ciszę kocie odgłosy, zjadłem śniadanie. Kiedy już zapełniłem żołądek i połknąłem pigułki, wróciłem na patio i położyłem się z kotkami na hamaku. Rozłożyły mi się na piersi. Patrzyły na mnie swoimi szeroko otwartymi oczami w sposób tak naturalny i ufny, że aż trudno było uwierzyć, że zaledwie w godzinę zaskarbiłem sobie takie przywiązanie. Wystarczyła puszka tuńczyka?

Kotki bawiły się przez chwilę rudą brodą, po czym przymknęły oczy i rozcapierzając swoje pazurki, całkowicie oddały się pomrukiwaniu. Zaplątałem palce w ciepłe futerka. Odniosłem wrażenie, że coś przeze mnie przepływa. Dosłownie fizycznie czułem przenikającą mnie, wibrującą energię – rozleniwiającą, łagodzącą ból, wyciągającą chorobę, otwierającą mnie na nadchodzący, płytki sen. Sen, w którym sam byłem kotem, czarnym dachowcem, porozumiewającym się ze światem jedynie mruczeniem, tuptaniem i spojrzeniem. Takim, w którym można zamknąć cały świat”. (fragment książki „Sen Powrotu”, która ukaże się w marcu)

Mario i Piotr (1)