Vôo do Beija Flor

bangkok (1)

„Chwila się napina,
– co będzie?
coś z boku
jest, a nawet było,
tylko takie nieokazałe
Wstrzymuje się dech
– co będzie?
czeka się, czeka,
chwile nie czekają,
kapią
potem się pchają,
zapominają.
Potem wynik jest,
ale komu pokazać?
temu sobie spod stosu siebie?” M. Białoszewski „Ciekawość i wyblakłość”

Ciekawość jeszcze jest, więc się wyjechało. Posiedziało się długo na miejscu, trochę zbyt długo, trochę w sam raz, nieco się poprzemieszczało wcześniej, ale więcej się siedziało. Pojedzie się teraz, już się jedzie, w zasadzie od zawsze się jedzie, ale teraz bardziej i zobaczy się, co nadejdzie. Jeśli coś ładnego, to się popisze, jeśli nie, to pewnie też się popisze, ale mniej. Żeby nie zapomnieć i żeby się podzielić. Tak czy inaczej, popisze się rzadko. Poszuka się miejsca do zatrzymania i popróbuje dokończyć książkę. Książka będzie o przemijaniu. Kiedy się poczuje, że jest ukończona, to się postawi kropkę i wyjdzie na słońce i na wiatr. Spojrzy się w niebo i wtedy może oczy otworzą się szerzej, otworzą inaczej, albo chociaż zwrócą się w inną stronę. Bo na razie, jak Niewidomy u Białoszewskiego „oczami na siebie, rękami po niebie”. To na jawie. A we śnie – niezmiennie, próbuję oderwać się od ziemi. Zbiegam ze stromego wzgórza z koniczynką zawieszoną na zbyt długim i zbyt prostym sznurku, skaczę, a potem fecho os olhos para ver aonde vou – zamykam oczy, aby zobaczyć, dokąd zmierzam. Do przeczytania.