8 myśli nt. „Oderwać się od ziemi

  1. Piotr, jak coś to wracaj do Polski. Pójdziemy na kawę, albo skoczymy np. poleżeć na kamieniach w np. Makarskiej. Banalnie. Jak zwyczajni, najzwyczajniejsi ludzie. Tak tez jest fajnie. Niczego i nikogo nie gonić, nie ścigać się z sobą i swoimi myślami, marzeniami, z czasem…. . Trzymaj się dobrze. Dorota

  2. Czasem w nostalgii i smutku jest ukojenie, wtedy nocne „światło” najwyraźniej pokazuje nasze cienie, ale też zanurza w ciemności sprawy, które wydawały się ważne, a w spokoju i ciszy tracą kształt. Trochę jakby w przestrzeni środka człowieka tliła się tęsknota nie wiadomo do końca za czym… Być może wolność to też pozwolenie sobie na nie szukanie odpowiedzi.

  3. Może za dużo od siebie wymagasz? Czasami człowiekowi potrzeba nieco więcej dystansu do siebie i do całego świata. Odpocznij od tego wszystkiego, znajdź odrobinę szczęścia i wróć ze zdwojoną siłą. 🙂

  4. Piotruś! Podróżuję, przemieszczam się z Tobą duchowo od paru lat poprzez Twoje wpisy tutaj, książki, choć nigdy nie miałam okazji Cię spotkać, zobaczyć, poznać osobiście. Istnienie takich osób jak Ty z bardzo wrażliwym wnętrzem pozwala mi czasem przetrwać i uspokoić, że nie jestem sama, odosobniona tutaj, na ziemi.

    Taką duchową łączność odczuwam w zasadzie tylko z niektórymi osobami poprzez ich twórczość: artystyczną, pisarską, niestety praktycznie nie mam takich osób w życiu rzeczywistym, ‚realnym’.

    Dzięki Tobie, mam możliwość dotrzeć do różnych twórców, którzy są Tobie bliscy, których myśli oraz muzykę często przywołujesz i które niejednokrotnie przynoszą ważne refleksje, otwierają coś w mojej głowie.
    Dziękuję!

  5. Piotr. Dawne już, ale skojarzyło mi się uporczywie z Twoim i muszę.
    M.

    Cisza
    Demon Południa siadł Ci na ramieniu,
    Szepce do ucha: to by było tyle,
    To już jest szczyt, wierzchołek, innego nie będzie.
    W przeważającej większości dookoła nic,
    A pod nogami szare, szare skały.

    Tobie też kiedyś pomagały zasnąć baśnie i legendy
    Pełne nadziei i światła, o tych, co przed nami,
    O horyzontach bez kresu i szaleństwie barw.
    I nikt nas nie uprzedził, że na górze czasem tylko mgła.

    A jeśli widać z wysoka kwitnące ogrody,
    To zawsze cudze i bardzo odległe.

    Podnosi skrzydła Demon i zasłania światło.
    Jest w tym geście współczucie próba pocieszenia,
    Odwrócenia uwagi, nie patrz, synku, nie patrz.
    Zamknij oczy, nie zerkaj w tamtą stronę,
    Gdzie tylko to, co jest,
    Jak jest.
    Twarde fakty gorsze niż psychodeliczne sny czarnych aniołów,
    Bo bez wątpienia są.

    Tu na górze
    Nie ma schronienia przed słońcem deszczem i przed sobą.
    Zielona trawa, co uparta odrasta nadzieją,
    Pozostała w dolinach i brodzą w niej dzieci.

    Uparte trwanie na szczycie także jest więzieniem

    Nieważne, co zrobimy, odejdziemy
    Ważne, że jesteśmy.
    Nasze istnienie w czasie,
    Nasze: „Oto jestem”
    Z gardła wydarte wbrew sobie, przytrzymane zębami
    I przeklinane przez nas tyle razy.

    Jasne i święte jest, dobre i prawdziwe

    Bez pojedynczych pszczół i mrówek niemożliwa jest przyszłość
    Roju, miasta, mrowiska.
    Tylko tyle. Aż tyle.

    Wystarczy.

    Nieważne, czy otworzysz oczy szeroko, by zrozumieć
    Miłości Twego życia: miejsca, czynności, osoby.
    Czy też prześlizgniesz się między nimi ślepo, po omacku,
    Wybierając na chybił trafił i nie myśląc nic.
    Nieważne, czy przebiegniesz życie, czy przesiedzisz
    Z głową w dłoniach, pod mostem, na fotelu prezesa,
    W kabinie motorniczego, w komórce pod schodami.
    Odejdziesz. To fakt. Niezaprzeczalny, równy, sprawiedliwy.

    Nienawiści i złości nie podsycisz na wieczność.
    Miłości i prawdy również nie ocalisz.

    Ale nie zatrzesz śladów po sobie tak zupełnie.
    Sił, które nieraz bezwiednie puszczasz w ruch
    Pomysłów, haseł, inspiracji, wpływu.
    Przekazana pałeczka w sztafecie
    Biegną dalej
    Poza zasięgiem już
    I nie odbierzesz

    Próbuję wytrwać przed lustrem które czasem razi,
    Podsuwa czarne myśli,
    Białe włosy,
    Sińce pod oczami.

    Tyle mamy kolorów, ile w końcu sami
    Pozwolimy nam w sobie zobaczyć nawzajem.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *