The Bluebird of Happiness

limites

„Pisanie jest żmudnym, systematycznym, codziennym siedzeniem nad białą kartką papieru, która albo chce się zapełnić albo nie chce. Ale nawet jak się nie chce zapełnić nawet jednym zdaniem, to siedzenie nad białą kartką jest bardzo istotną sprawą. Nawet jak człowiek jest bezradny wobec tej kartki, to jest to jakaś bezradność owocująca. Że z tej bezradności coś wynika. Bo przecież praca nad książką, jest pracą nad sobą.” Wiesław Myśliwski

Od kilku dni próbuję coś napisać. I nic. Nie ma słów. Wiesław Myśliwski w jednym z wywiadów powiedział, że podczas procesu pisania „materia musi wydać swój głos, że trzeba usłyszeć jej głos.” Podobnie u Maraiego: „Na próżno wiesz, co chcesz powiedzieć: literacki początek jest jakąś praczynnością, prawie niezależną od naszego rozumu i zamiaru. Człowiek słyszy jakiś głos, widzi jakieś światło i naraz zaczyna dźwięczeć fraza. Uspokajasz się i czujesz, że „coś się stało, tak, teraz już jest dobrze”. Ale niekiedy nie słyszysz tego głosu, nie widzisz żadnego światła, rozpaczliwie dopasowujesz słowa, szukasz tego tajemniczego rytmu, który wprawia w ruch całość, doprowadza prąd do zdania. Wysilasz się, kreślisz esy-floresy, a zdanie pozostaje głuche.  Pisania nie można zacząć na siłę. Coś tu jest niezbędne, jak w każdym akcie stwarzania. Co?… Prawdopodobnie Duch Święty.” (S. Marai „Niebo i Ziemia”)

Otóż tym razem żaden Duch mnie nie nawiedził, żaden głos się nie odezwał, żadne światło  nie rozbłysło. A nie chcę grafomanić w kółko o tym samym. Że ludzie niezmiernie gościnni, że wciąż jadę obdarowywany, że jadam dużo owoców, że pijam dobrą kawę, że słońce, że ciepło, że podpatrujemy się z kotami, że się ciągle jest. Ale gdzie się jest? Niby tu, a na dobrą sprawę ciągle gdzie indziej. W tej quasi-rzeczywistości, w której unoszę się być może za długo i kto wie, czy nie należałoby wreszcie osiąść na ziemi. Zacząć „normalnie żyć”, jak mi niedawno ktoś powiedział. Ale co to właściwie znaczy „normalnie żyć”?

Ostatni tydzień spędziłem w tak zwanej casa de ciclistas – miejscu, w którym osoby podróżujące rowerem mogą się zatrzymać, odpocząć, zebrać siły przed dalszą drogą. Spałem na łóżku, mogłem skorzystać z kuchenki, prysznica, posłuchać świata w opowieściach tych, z którymi na moment zetknął mnie los. Świata, który niezmiennie, brew wszystkiemu o czym się słyszy w mediach, czyta, dowiaduje – jawi się pełen piękna i dobra. Oczy tego świata, nawet kiedy są smutne uśmiechają się. Są jasne i spokojne, mieszka w nich droga, nad którą kołyszą się ptaki, unoszone ciepłym wiatrem. Wystarczy się zatrzymać i głęboko spojrzeć w oczy. Przecież wszystko widać. Nie potrzeba żadnych słów.

„Na skraju dwu światów: jednego, z którego wyrasta i który przerasta największym wysiłkiem swego ducha, i drugiego, do którego się zbliża w najcenniejszych swych wytworach, stoi człowiek, w żadnym z nich naprawdę nie będąc „w domu”. Ta rzeczywistość dopiero odsłania mu perspektywy na zupełnie nowe wymiary bytu, ale w tym nowym, przeczuwanym świecie znajduje moce równie mu obce, jak świat, z którego pochodzi, i znacznie bardziej go przerastające niż to wszystko, do czego on dorosnąć potrafi. W tym jego szczególna rola na świecie, a zarazem ostateczne źródło jego tragicznej, samotnej walki, jego wielu przegranych i jego nielicznych, a prawie nigdy nie rozstrzygających zwycięstw (…).” R. Ingarden

5 myśli nt. „The Bluebird of Happiness

  1. ależ piękne kocie spojrzenie! w tych kocich oczach maluje się tyle emocji… zgrabnie potrafisz to uchwycić. powodzenia na dalszej trasie! 🙂

  2. Zastanawiający cytat na początek – za szeroko się uśmiechałeś do miejscowych czy coś? Zdjęcia przepiękne jak zwykle. I fajna kawiarka. 🙂 Dobrej drogi.

  3. ‚Normalne’ życie nie jest dla wszystkich. Ale wszystko co inne, wyjątkowe jest traktowane jak dziwactwo. A tak naprawdę ci z ‚normalnym’ życiem zazdroszczą innym ‚nienormalnego’ życia. Dużo dobrego Piotrze.

  4. „Powtarzanie rzeczy pięknych i mądrych jest piękne i mądre samo w sobie i należy do takich samych cnót, jak karmienie głodnych, opiekowanie się zwierzętami, podlewanie roślin i udzielanie jałmużny” Jacek Dehnel, Lala. Dlatego pisz Piotrze. Twoje pisanie daje nam nadzieję, że świat jest taki na jaki mamy nadzieję. Cieszę się bardzo że jedziesz i piszesz pozdrawiam Jakub.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *