The road not taken

„Two roads diverged in a yellow wood, and sorry I could not travel both and be one traveler…”

Jestem już w domu, Nunu jest, pięknie jest, naprawdę, więcej nawet, kosmicznie jest, placek ze śliwkami sobie jem, żaden Astro Boy w żadnym ze światów lepszego by nie znalazł, a co dopiero świr w siedemdziesięciu trzech procentach, taki jak ja…, nie można narzekać. Nie wolno. A jednak chwilami zachłystuję się i nie wiem, czy to z powietrza nadmiaru, czy z braku…

Oczywiście, nie przegrałem żadnej kasy w żadnym kasynie. Wróciłem, bo tak chciałem i nic i nikt nie przekonałby mnie do dalszej jazdy. W zasadzie to, pomijając lotnisko, nawet nie byłem w samym Las Vegas. Miasto otoczyłem łukiem, do tego nocą i widziałem tylko morze świateł. Tak jak na zdjęciu poniżej.

Ponieważ świat urządzony jest tak, a nie inaczej, chwilowo, a może i nigdy, nie będę mógł wrócić do pracy, którą bardzo lubiłem. Nikogo nie obwiniam. Mój wybór, zupełnie świadomy. Czy słuszny, to się okaże. Pewnie, że smutno trochę. Czy żałuję? Nie, nie żałuję.

Two roads diverged in a wood, and I — I took the one less traveled by, And that has made all the difference”

Przyszła zima. Może się wezmę za odśnieżanie dróg? Albo ścieżek rowerowych? Nie wiem, jak w innych miastach, ale w Wawie drogowcy w zimie zasypują ścieżki, odgarniając ulice i chodniki. Robią zaspy na rowerowych ścieżkach. Może kupię sobie łopatę i pomacham trochę? Tak dla lepszej cyrkulacji myśli?

Trochę tęsknię za namiotem, za drogą, ale na to wszystko jeszcze przyjdzie czas. Teraz jest czas na placek ze śliwkami. I żeby nie kończyć niespodziewanie kolejnej podróży, w następną rowerową wyrypę zabiorę go ze sobą. W jakiekolwiek zadupie świata. Jeśli tylko zechce mi towarzyszyć:)

Kończymy tradycyjnie wesołym porankiem, dla odmiany z Boliwii.

Pozdrawiamy i życzymy wszystkim spełnienia marzeń w Nowym Roku a najważniejsze: ZDROWIA!